Wpisy z tagiem: Jarosław Grzędowicz

piątek, 19 lutego 2010

okładkaNie można wydłużyć niskiego ani dodać rozumu głupiemu. Można jedynie obciąć tego, co wyrósł, ogłupić tego, co myśli, i zrujnować bogatego.

Jarosław Grzędowicz, Pan Lodowego Ogrodu, t. 2, Fabryka Słów 2007.

 

poniedziałek, 08 lutego 2010

okładkaCzym innym jest czas liczony od dnia narodzin, a czym innym czas, który się przeżyło.

Jarosław Grzędowicz, Pan Lodowego Ogrodu, t. 2, Fabryka Słów 2007.

czwartek, 14 stycznia 2010

okładkaKiedy się przegrało, wygrać można tylko rozpoczynając od nowa.

Jarosław Grzędowicz, Pan Lodowego Ogrodu, t. 2, Fabryka Słów 2007.

niedziela, 10 stycznia 2010

okładka

 

Kiedy wydarza się cud, głupiec podchodzi i gapi się z otwartą gębą. Rozsądny człowiek bierze nogi za pas, bo z takich rzeczy nigdy nie wynika nic dobrego.

Jarosław Grzędowicz, Pan Lodowego Ogrodu, t. 1, Fabryka Słów 2005.

poniedziałek, 30 listopada 2009

fotoTak już od kilku lat Jarosław Grzędowicz odpowiada na pytania o wydanie kolejnej książki z cyklu Pan Lodowego Ogrodu. Ta odpowiedź padła również na spotkaniu autorskim w Empiku (pisałam o nim tutaj), gdzie pisarz promował wydanie najnowszej, trzeciej, części PLO, a na które wybraliśmy się razem z Maegiem.

Z założenia spotkanie miało mieć formę improwizowaną, jednak nie różniło się od innych tego typu (poza tym, że większość pytań padało z widowni). Może dlatego, że na pytanie prowadzącego o to, czy autor lubi improwizację, ten odpowiedział "Nie". Oczywiście, nie widzi nic złego w zabawach literackich, jednak do swojej pracy podchodzi poważnie. Dlatego też stara się dobrze przygotować do realizacji każdego pomysłu, robi notatki, szkice, konspekty... W których potem pomaga mu się odnaleźć jego redaktorka Karolina. Autor przyznał z rozbrajającą szczerością, że zdarzały mu się wpadki, jak nadanie imienia dwóm różnym postaciom albo pomylenie dud z kobzą. Pisarz też człowiek.

fotoJarek konsekwentnie wzbraniał się przed ujawnieniem jakichkolwiek szczegółów i rozwiązań fabuły, które znalazły się w trzeciej części książki (logiczne, prawda?). Nie chciał też oczywiście powiedzieć, kiedy do sprzedaży trafi czwarty i podobno ostatni (o ile będzie się trzymał planu, co, jak widać po rozwoju cyklu, nie idzie mu najlepiej) tom Pana Lodowego Ogrodu. Wyjaśnił jednak, że podczas pracy nad poprzednimi częściami robił także kilka innych rzeczy (zbiór opowiadań, tłumaczenia, felietony itd.), dlatego praca szła mu powoli. Teraz zamierza skupić się wyłącznie na dokończeniu powieści, nad którą pracuje już od kilku miesięcy (nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że książki można spodziewać się za jakieś 1,5 roku, w tym te ostatnie 6 miesięcy odnosi się do "pół roku po tym, jak napiszę";)).

Na pytanie o formy relaksu, Grzędowicz stwierdził, że nie robi nic wyjątkowego, mianowicie "nie jeździ konno po strzelnicy z browarem w ręku". Ten ostatni jednak pomaga mu w odpoczynku i odegnaniu wszelkich trosk. Zimę wraz z żoną (Maja Lidia Kossakowska dołączyła po zakończeniu spotkania) spędzają w Warszawie, na cieplejsze miesiące przenoszą się do domu na wsi. Browar towarzyszy autorowi niemal wszędzie (żeby jednak nie było, w Empiku pił wodę mineralną;)).

Po spotkaniu był oczywiście czas na autografy i zdjęcia (mam jedno i drugie;)). Wieczór zakończyliśmy już mniejszą paczką w Browarmii, gdzie Jarek i pozostali raczyli się ich ulubioną formą relaksu, a ja, ponieważ nie było dobrego pitnego miodu, sączyłam napój bezalkoholowy...

foto

Dwa pierwsze zdjęcia pochodzą z blipa Maega, ostatnie też jest jego autorstwa;)

piątek, 06 listopada 2009

Na listopadowe piątki Fabryka Słów i warszawski Empik Junior przygotowały cykl spotkań z autorami. I tak, gośćmi megastoru będą:

  • 6 listopada - Maja Lidia Kossakowska i Magdalena Kozak
  • 13 listopada - Jacek Piekara i Rafał A. Ziemkiewicz
  • 20 listopada - Jacek Komuda i Jakub Ćwiek
  • 27 listopada - Jarosław Grzędowicz i Pan Lodowego Ogrodu III

Spotkania będą organizowane w ramach Jesiennych Rozdań Kart Fabryki Słów. Organizatorzy zapewniają wyjątkową i oryginalną zabawę z udziałem publiczności. Początek zawsze o godz. 18:00.

 

poniedziałek, 15 grudnia 2008

okładkaLubię prozę Jarosława Grzędowicza, właściwie facet znajduje się obecnie na drugim miejscu moich ulubionych twórców:) Ciekawa i niebanalna tematyka, poetycki styl, świetnie wyważony i inteligentny, z lekkim poczuciem humoru i pewnym dystansem, ale też refleksyjny, prawdziwy - to główne zalety tego pisarza. Dlatego nie zastanawiałam się długo nad kupnem Wypychacza zwierząt.

To zbiór opowiadań bardzo nierównych jeśli chodzi o formę, bo są króciutkie jak Hobby ciotki Konstancji, średnie (Weneckie zapusty) i mikropowieści jak Buran wieje z tamtej strony. Pisane są również na różne tematy, zresztą to w końcu zbiór opowiadań, które znalazły się w różnych antologiach. I mam wrażenie, że tam powinny pozostać. Wydawanie takiego zbiorku czytelnik może zrozumieć jako "the best of" albo zwykłą komplilację i niestety lekko się zniechęcić. Na całe szczęście Grzęduś zamieścił Posłowie, w którym przedstawia genezę poszczególnych opowiadań. Warto przeczytać, żeby wiedzieć, co dla kogo i po co zostało stworzone, albo co zainspirowało autora.

Ogólnie rzecz biorąc zbiorek całkiem mi się spodobał. Nie pochłonęłam jednak wszystkich opowiadań jednego po drugim jak to było w przypadku Księgi jesiennych demonów. Zostały mi do przeczytania jeszcze 2 z 13 - Farewell Blues (to zaczęłam, ale ze względu na ciężką tematykę dałam sobie spokój, dość mam wojny, komunizmu i wizji państwa opiekuńczego, przynajmniej na jakiś czas) oraz Wilcza zamieć.

1. Hobby ciotki Konstancji - to krótkie, zwięzłe opowiadanko z zabawną i zaskakującą puentą.

2. Zegarmistrz i łowca motyli - nawiązujące do teorii "Efektu motyla". Jedno z moich ulubionych w tym zbiorze. Historia została przedstawiona interesująco, akcja płynie nieprzerwaną strugą, że nie można się znudzić, zakończenie niebanalne; czyli to co "tygryski lubią najbardziej":)

3. Nagroda - kolejne krótkie i ciekawe opowiadanko. Choć opowiada zdarzenie zupełnie nieprawdopodobne, odniosłam wrażenie, że wcale tak nie musi być. Ten kto się nie dostosuje do wymogów korporacji, źle kończy - taki wniosek niesie ze sobą "Nagroda" (tytuł jakże ironiczny). Być może nie zwróciłabym na to większej uwagi, ale jakiś czas temu przyjaciółka opowiedziała mi, że jej koleżanka została zwolniona, bo nie poświęcała się swojej firmie, nie zostawała po godzinach, nie integrowała się z kolegami z pracy i wolała czas poświęcać swojej rodzinie (była samotną matką dwójki dzieci). I jak tu nie odnieść wrażenia, że Grzędowicz ma rację...

4. Buran wieje z tamtej strony - ciekawie napisana mikropowieść, odwołująca się do konwencji historii alternatywnej i naszej prawdziwej historii w dość nietypowy sposób. Niestety od połowy czytałam już, żeby przeczytać. Jarek powinien trzymać się albo krótkiej formy albo powieści, średniawki bowiem niezbyt mu wychodzą - robi się za ciężko i niestrawnie od ilości refleksji na ten sam temat na tak małej przestrzeni.

5. Obrona konieczna - zdecydowanie numer 1 w całym zbiorze! Krótkie, zabawne i zaskakujące. Zakończenie wgięło mnie w poduszkę (uwielbiam czytać w łóżku;)). Więcej takich opowiadań!

6. Pocałunek Loisetty - w stosunku do tego opowiadania mam mieszane uczucia. W sumie mi się podobało, ale... No właśnie, nie potrafię nawet wyrazić, jakie "ale" mam do niego. Czegoś mi w nim brakuje, być może za mało jest dopracowane, naprawdę nie wiem...

7. Specjały kuchni Wschodu - takie sobie opowiadanko kulinarne, które może zniechęcić do suszi;) albo wręcz odwrotnie, jak się nad tym zastanowić...

8. Weneckie zapusty - niezbyt mi się podobało, być może ze względu na wmieszanie wątku Casanovy. Facet jako wieczny łowca, nigdy nie zaspokojony seksualnie, który musi zaliczać kolejne panienki a i tak nigdy nie zazna satysfakcji. Przykre, chociaż może tak właśnie czują się ludzie uzależnieni od seksu? I znowu mam wrażenie, że gdyby autor bardziej się przysiadł i dopracował opowiadanie i wątek samego bohatera, wyszłoby by z tego coś porządniejszego.

9. Wypychacz zwierząt - nie wiem czy taki był cel autora, ale mnie przeraziła ta żona i córka głównego bohatera, które potrafiły wywrzeć na nim taką presję (żaden z niego facet tak po prawdzie i byłam trochę zniesmaczona jego postawą), że kazał wypchać ich ukochanego kotka wypychaczowi zwierząt, byleby tylko od niego nie odeszły.

10. Weekend w Spestreku - kolejna po "Buranie" wizja zawoalowanego komunizmu i epoki PRL-u. Wyznam szczerze, że niezbyt podobają mi się te ciągłe aluzje autora do przeszłości, ale to tylko odczucie. A może to nie aluzja? Może Grzędowicz uznał za stosowne przed czymś ostrzec? "Weekend" wzbudził we mnie pewien niepokój i jednak swoistą ulgę, dzięki czemu cieszę się z tego co jest i co mam i co mogę. Wolność to naprawdę fajna sprawa i trzeba ją doceniać.

11. Trzeci mikołaj - bardzo fajne opowiadanko świąteczne, takie... prawdziwe, jeśli chodzi o tego Mikołaja z zielonymi oczami;> Bo cała reszta jest zbyt słodka jak na mój gust, tak jak cała polityka świąt zresztą...

| < Marzec 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Blogi czytam
E-mail
Linki - fantastyka
Linki - książki
Lista zakupów - fantastyka
Lista zakupów - historia
Lista zakupów - legendy anglosaskie
Lista zakupów - literatura piękna
Lista zakupów - militaria
Najgorsze książki roku pierwszego
Najlepsze książki roku pierwszego
NIE dla likwidacji bibliotek w małych miejscowościach
Tagi
statystyka Gazetaliteracka.pl